W poszukiwaniu szczęścia …

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka pod tytułem „Geografia szczęścia” Erica Weinera. Autor jest amerykańskim dziennikarzem, który objechał wszystkie kontynenty w poszukiwaniu szczęścia...

Lektura okazała się być bardzo interesująca. Pewnie za sprawą błyskotliwego pisarza, który trafnie i szczegółowo nakreślił portrety państw i poszczególnych nacji. Nie zwiedzał, nie biegał po muzeach, nie robił zdjęć tam, gdzie wszyscy. Doskonale - moim zdaniem - połączył swoje opowieści z naukowymi faktami. Trafnie przedstawiał wyniki badań, odnosił się do filozofii. Szukał odpowiedzi na pytanie, czym jest szczęście dla mieszkańców danego kraju, co robić, by je odnaleźć? Po co wstawać rano? Szwajcarzy, na przykład wstają po to, by zjeść kawałek wybornej czekolady, Katarczycy – aby wygrać na loterii. Anglicy odnajdują szczęście w pójściu do pracy, Amerykanie zaś w powrocie z niej do domu. W Bhutanie pełnię szczęśliwości daje „święty spokój". Taki płynący z wnętrza, prosty. W Holandii zaś odnaleźć go można chociażby w marokańskim haszyszu.



To właśnie tutaj, w Holandii notowany jest ponoć najwyższy współczynnik szczęśliwości. 98% mieszkańców Niderlandów deklaruje taki stan ducha. Zasługą takiego obrotu spraw jest z pewnością tolerancja, która ma ścisły związek z odczuwaniem szczęścia. W Holandii dość liberalnie traktuje się odmienność. Do wielu spraw podchodzi się z dystansem, na wiele pozwala. Styl życia zakłada otwartość, życzliwość. Dozwolone jest w zasadzie wszystko, oczywiście przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności i umiaru. „Holendrzy tolerują wszystko, nawet brak tolerancji” – pisze Weiner.

Zgadzam się, że będąc po prostu tolerancyjnym pozbywamy się sami złych emocji, a i innym przy tym żyje się lepiej. Ale takie, przesadne i ultraliberalne podejście do życia, jak „tolerancja nietolerancji”, nie do końca jest właściwe i w zasadzie ostatnio w Holandii już zaczyna być to widoczne. Czy możemy zatem, paradoksalnie, mówić o nadmiarze tolerancji? Może…

Ale nie to jest sednem tej książki – tylko szczęście i poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: Jak być szczęśliwym? Kasia Kowalska śpiewała, że wszystkim nam brakuje szczęścia… Ale to chyba takie typowo polskie nastawienie, wynikające ze skłonności do wiecznego narzekania i szukania „dziury w całym”. A przecież świat potrafi pozytywnie zaskakiwać…

Przeczytałabym tę książkę jeszcze raz i nie dla tego, że zawiera receptę na szczęście – bo jej nie zawiera. Wróciłabym do niej, gdyż pozwala uzmysłowić sobie, że żaden kraj, żaden zakątek ziemi, nie uczyni nas szczęśliwymi - bo prawdziwe szczęście nosimy tylko w sobie. No i ta tolerancja… bądźmy więc tolerancyjni.
Trwa ładowanie komentarzy...